piątek, 22 marca 2013

Dean

Związek. Szczęście. Spełnienie marzenia. Mimo iż miałaś najlepszego chłopaka pod słońcem to nie znałaś tych słów. Zawsze marzyłaś o kochającym chłopaku u twojego boku. O tym żeby cię rozśmieszał i pocieszał. Marzyłaś o szczęściu. Mijał dziś dzień waszych sześciu miesięcy razem, a jednocześnie walentynek. Wasz związek był trudny. Ukrywaliście waszą miłość bo Dean był sławny. Był cały czas w trasie. Ostatni raz widziałaś go 2 miesiące temu. Tak strasznie tęskniłaś, ale nikt nie mógł o tym wiedzieć bo przecież Dean jest sławny. Nie chciałaś być jego sekretem ale jednocześnie wiedziałaś że on to robi żeby cię chronić. Tego dnia wybrałaś się do domu Dean'a żeby pomóc jego mamie w przygotowaniu kolacji dla pana Lemona. W końcu to walentynki. Ubrałaś na siebie to. Zarzuciłaś na siebie kurtkę. W końcu nie miałaś daleko parę domów od twojego mieszkał twój ukochany. Zadzwoniłaś do drzwi. Otworzył ci pan Lemon w kurtce.
PL: Już wychodzę i zostawiam was same. Z resztą muszę jechać po... po zakupy.
Ty: Okej. Do zobaczenia.
ML: Witaj [T.I] Czekałam na ciebie.
Ty: Dzień dobry pani Lemon.
Cały dzień przygotowywałyście wielką kolację. Sama się dziwiłaś że jest tego tak dużo. Rodzice Dean'a w przeciwieństwie do niego nie jedzą dużo. Zaczęło cię to powoli zastanawiać. Kiedy skończyliście wielką kolację i posprzątałyście mama Lemonka porwała cię na zakupy.
ML: Wiesz kochana taka stara osoba jak ja też czasem może kupić sobie coś ładnego.
Ty: Pani nie jest wcale taka stara.
ML: Ja wiem że ty jako dziewczyna Deana masz obowiązek mi to mówić.
Ty: Na prawdę jest pani w kwicie wieku.
ML: Przekwicie kochana. No dobrze wybierzmy jakąś ładną sukienkę.
Chodziłaś prawie cały dzień po centrum. Miałaś wrażenie że pani Lemon chce cię tam trzymać na siłę i specialnie zabiera cię trzy razy do tego samego sklepu twierdząc że jeszcze tam nie byliście. Bardziej jej chyba zależało na znalezieniu czegoś dla ciebie niż dla siebie samej. W końcu wzięłaś pierwszą lepszą sukienkę żebyś mogła już wyjść. Jadąc do domu słuchałyście radia. Leciało akurat puzzle piece.Z oczu wyleciała ci łza. Otarłaś ją szybko.
ML: Co powiesz na walentynkowy deser lodowy ?
Ty:Brzmi świetnie.
Pojechałyście do lodziarni i usiadłyście przy stoliku zażerając się deserem. Nie jesz dużo, ale desery mogłabyś tonami. W trakcie miłej pogawędki zadzwonił telefon mamy blondyna. Pogadała chwilę i włożyła telefon do torby.
ML:Wiesz na nic te nasze strojenia i kolacja. Pan Lemon sobie jest w Manchesterze i wróci w nocy.
Ty: Ojej. A tak się pani starała.
ML: obydwie się starałyśmy i same sobie zjemy tę kolację. To co wracamy do domu ?
Pojechałyście do domu mama Lemonka wepchnęła cię do pokoju twojego chłopaka i kazała przebrać w sukienkę. Coś ci tu nie pasiło.
Czy ta perkusja była tu wcześniej ? -Pytałaś siebie w myślach. Może po prostu nie zauważyłaś. Przebrałaś się w sukienkę. Włosy spięłaś w wysokiego kucyka z którego później zrobiłaś koczka. Otworzyłaś drzwi. Na korytarzu były rozsypane płatki róż. Zobaczyłaś karteczkę naklejoną na ścianę. "Znajdź mnie" Dróżka z róż oraz wskazówki z karteczek doprowadziły cię na taras. Wyszłaś na zewnątrz. Na dole stał Dean z gitarą i śpiewał dla ciebie puzzle piece . Kiedy skończył stałaś osłupiała ze łzami w oczach.
D: Chwila.
Wbiegł do środka i po chwili znalazł się obok ciebie.
Ty: To ty grasz na gitarze?!
D: Nauczyłem się dla ciebie.
Ty: Tęskniłam
D: Ja bardziej. Nie chcę żebyś była moją tajemnicą. Chcę powiedzieć całemu światu że jesteś moja. Chcę im powiedzieć jak bardzo cię kocham.
Dean spojrzał ci głęboko w oczy i pocałował. Całując się namiętnie na swoich policzkach poczuliście smugi deszczu. Pocałunek w deszczu z facetem swoich marzeń.
D: Czy zgodzisz się być moją dziewczyną oficialnie ?
Ty: Tak.
D: Bardzo się cieszę.
Powiedział Deanek i cały czerwony delikatnie cię objął. Okazało się że to było uknute i kolacja miała być dla was. Niedługo po tych pamiętnych walentynkach poznałaś chłopaków. Dean brał cię ze sobą we wszystkie trasy tak by cały czas mieć cię przy sobie. Kochany, romanyczny, słodki brytyjski chłopak zmienił się w mężczyznę i poprosił cię o rękę. Zgodziłaś się i 9 miesięcy później na świat przyszła wasza córka którą nazwaliście Maya, a rok później wydałaś na świat chłopczyka o imieniu Kieran. Wasza historia skończyła się happy endem.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Takie gówno ;P Pozdroo <3 - Jo <3

sobota, 9 marca 2013

Sean

Jest już prawie 4 rano, a ty czekasz na swojego chłopaka, wasza córeczka już dawno śpi. Postanawiasz już nie czekać, tylko poszłaś spać.
Rano, a właściwie popołudnie. Dopiero teraz obudził się [I.T.CH.]. Przywitał cię krótkim pocałunkiem.
- Mogę wiedzieć, gdzie w nocy byłeś? - Spytałaś.
- Nie mogę spotkać się z kolegami? - Nie da się ukryć, że twój chłopak lubi się awanturować i "trochę " wypić.
- [i.t.ch], nie ma cię co wieczór i wracasz dopiero nad ranem. Pomyśl też o mnie i o Kate, a nie tylko o sobie. - Za to oberwałaś w twarz.
Ta kłótnia skończyła się tak, że teraz siedzisz z córką na krawężniku z 3 walizkami, które są zapchane waszymi ubraniami.
- Kochanie co powiesz na lody? - Zapytałaś, by uspokoić płaczącą córeczkę, a ona pokiwała tylko twierdząco główką. Po lodach oby dwóm poprawił się humor. Stwierdziłyście, że pójdziecie do parku na plac zabaw. Mała się świetnie bawiła, zaś ty w tym czasie siedziałaś na ławce i patrzyłaś na córkę. Nagle dosiadł się do ciebie na ławkę, przystojny facet, którego twarz kojarzyłaś.
- Co taka piękna dziewczyna jak ty robi tu sama? - Zapytał.
- Nie jestem sama. - Odpowiedziałaś, nagle przyleciała Kate.
- Mamusiu, chce mi się pić. - Powiedziała.
- Już ci daję. - Odpowiedziałaś i zaczęłaś poszukiwać butelki z piciem, po chwili znalazłaś i podałaś córce. Ona się napiła i zwróciła ci butelkę.
- Jestem Sean. - Powiedział.
- Wiem. Skądś cię kojarzę... Poczekaj... Z Room 94? - Odpowiedziałaś.
- Tak. Sądząc po odpowiedzi nie jesteś naszą fanką... - Uśmiechnął się.
- Jestem, byłam kiedyś na waszym koncercie. Zrobiłeś sobie ze mną zdjęcie, przy tym zdjęciu zderzyliśmy się głowami. Pewnie mnie nie pamiętasz, bo masz wuchtę fanek. A tak poza tym jestem [T.I]. - Uśmiechnęłaś się.
- Taka fanka w różowo niebieskich włosach? - Zapytał.
- Tak. Ale nie chciałam tych kolorów. Nie wiem czemu takie wyszły.. - Śmialiście się.
- Ładnie ci w nich było...- Powiedział.
- Przestań, wyglądałam jak jakaś barbie zaatakowana przez kucyki pony. - Odpowiedziałaś.
Po chwili przybiegła Kate.
- Co się stało kochanie? - Zapytałaś córki.
- Jestem jus zmęcona... - Odpowiedziała.
- Dobrze już idziemy. Miło się z tobą rozmawiało Sean. Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy. - Wstałaś.
- Zaraz, gdzie ty idziesz? - Zapytał.
- Do hotelu. - Odpowiedziałaś.
- Czemu? - Znów zapytał.
- To długa historia...- Odparłaś.
- Chętnie wysłucham... - Uśmiechnął się.
- Kate jest zmęczona. Muszę już iść. - Odwzajemniłaś gest.
- A może Kate ma ochotę na lody? - Zapytał małej, a ona spojrzała na mnie.
- Skoro chcesz... - Odpowiedziałaś.
Opowiedziałaś Sean'owi całą historię, a on słuchał z takim zainteresowaniem. Kate go polubiła. Później Sean namówił cię, byś przenocowała u niego i nie wydawała fortuny na hotel. Nie chętnie się zgodziłaś. Poszliście. Ty trzymałaś Kate, ponieważ narzekała, że bolą ją nóżki, a Sean ciągną walizki. Doszliście.
- Będzie ci przeszkadzało, jak ci powiem, że mieszkam z kolegami ze zespołu? - Zapytał.
- A nie będziemy im przeszkadzać? - Zapytałaś.
- Nie... - Odpowiedział i weszliśmy do domu.
- O Sean wróciłeś... - Powiedział blondyn zajadający się chipsami.
- Tak. Chłopaki, to jest [T.I]. [T.I.] to jest Dean, Kieran, Kit i Ashley. - Przedstawił ci ich po kolei.
- Znam ich. - Uśmiechnęłaś się.
- A co to za śliczna panienka? - Zapytał Ash uśmiechając się do Katie.
- Kate, moja... córka. - Powiedziałaś.
- Urocza i bardzo podobna do ciebie... - Powiedział Kieran.
- Dzięki. - Uśmiechnęłaś się.
- Kate jesteś głodna? - Zapytał Dean.
- Tak. - Wyszeptała.
- To choć. - Powiedział i wziął małą na ręce i znikli w kuchni.
- Będziesz spała u mnie, z małą. mam duże łóżko, więc się razem wyśpicie. - Powiedział Sean.
- A ty gdzie? - Spytałam.
- Na kanapie. - Odpowiedział.
- No nie wygląda na wygodną... - Spojrzałam na niego.
W końcu uzgodniliśmy, że śpimy razem w 3 na jednym łóżku. Rano wszyscy byliśmy wypoczęci. Razem z Kate, przygotowałyśmy śniadanie dla chłopców. Jedli, aż uszy im się trzęsły. Później za pozwoleniem Sean'a sprawdziłam najbliższe loty do Polski, gdyż tam znajdowała się twoja rodzina.
Następnego dnia, wieczorem, chłopacy postanowili obejrzeć jakiś film, a w tym czasie Kate spała. Postanowiłaś przyrządzić z Sean'em  jakąś przekąskę, a pozostali wybierali. Potknęłaś się i upadłam na Sean'a. Chwilę patrzeliście sobie w oczy, a później pocałowaliście się nieśmiało, lecz kolejne pocałunki były bardziej namiętne. Tak zostaliście parą. Nie wyjechałaś do Polski, a z Sean'em tworzycie udany związek, Kate kocha go jak własnego ojca. Ash niby się zakochał w małej Kate i prosi ją, żeby za niego wyszła. A już nie długo odbędzie się twój i Sean'a ślub...



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej tu Jo. Dodaję wam kolejnego imagina ale ten napisała May. Komentujcie bo jest świetny <3

piątek, 8 marca 2013

Kit

Krótki ;P

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Pierwszy uścisk pierwszy pocałunek pierwszy uśmiech, a później już tylko ból. Siedziałaś nie wiedząc co masz robić. Płakałaś. Tylko na tyle było cię wtedy stać. Właśnie widziałaś zdjęcia w gazetach twojego chłopaka. Jedynej osoby którą miałaś. Jak całował się z Taylor. Byłaś wściekła a zarazem było ci smutno. Bardzo długo się przyjaźniliście a później wydarzyło się coś między wami i byliście parą. I to nie byle jaką. Jedną z najlepszych par Hollywood. Wszyscy o was mówili. Ale nie obchodziło cię to. Żyłaś tym że on trzyma cię w ramionach tuli do snu i daje buzi w czoło kiedy jesteś smutna. teraz on to wszystko zepsuł. Poszłaś do domu. Mama otworzyła ci drzwi. Bez słowa poszłaś do swojego pokoju. Leżałaś w łóżku płacząc przez 3 tygodnie. Dostawałaś wiadomości od niego ale kasowałaś je nie czytając. Dzwonił, pisał, przychodził. Tylko po co? Bo to wszystko niby nie jest tak jak myślisz. Byłaś załamana nic nie jadłaś. Prawie nic nie piłaś. Któregoś dnia wstałaś by iść do toalety. Straciłaś przytomność i upadłaś na ziemię. Bardzo mocno uderzyłaś głową o podłogę. Przyjechała po ciebie karetka. Zabrali cię do szpitala. Obudziłaś się następnego dnia rano. Przy łóżku siedział on. Nie chciałaś na niego patrzeć. Nie miałaś najmniejszej ochoty go widzieć i z nim rozmawiać. Jednak on zobaczył że masz otwarte oczy.
K: [T.I] to nie jest tak. Ja nigdy bym ci czegoś tak podłego nie zrobił. Kocham cię.
Ty: Wyjdź. Proszę wyjdź.
Kit wykonał twoje polecenie. Na szczęście nie było ci nic i wypuścili cię po dwu dniowej obserwacji. Siedziałaś w domu na kanapie i oglądałaś telewizję. Leciały wiadomości.
R: Bardzo popularny zespół Room 94 przeżywa kryzys. Cały świat obwinia o to Taylor Swift która rzuciła się na Kit'a Tanton'a kiedy zobaczyła paparazzi. Dziewczyna Kit'a [T.I] zerwała z chłopakiem myśląc że ten ją zdradza. Biedny Kit się załamał i nie wychodzi z pokoju. Chłopacy mówią że już nigdy nie będzie jak kiedyś jeśli [T.I] mu nie wybaczy. Tak więc prosimy oddaj nam naszego Kit kata. On nic nie zrobił.
Wyskoczyłaś z łóżka. Nie patrząc na to że jesteś ubrana w dres wybiegłaś z domu i poszłaś do domu chłopaków. Wbiegłaś do środka i pobiegłaś do pokoju Kit'a. Otworzyłaś drzwi szatyn siedział na łóżku z waszym wspólnym zdjęciem w ręce.
Ty: Kit ja wiem co się wtedy stało. Przepraszam. - powiedziałaś i w twoich oczach pojawił się łzy.
K: To ja powinienem przeprosić. To wszystko przeze mnie. Jestem idiotą, ale nigdy bym cię nie zdradził bo cię kocham.
TY: Ja też cię kocham Kit. - powiedziałaś i rzuciłaś się na szatyna. Przytuliłaś go mocno i pocałowałaś najbardziej czule jak potrafiłaś.
K: Wybaczysz mi? Jestem tylko zwykłym idiotą który kocha cię nad życie i nie potrafi bez ciebie żyć.
Ty: już ci wybaczyłam. - przytuliłaś go.
Nareszcie mogłaś znów trafić w jego ramiona. W ramiona tego jedynego.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Imagin by Jo ;) Taki tam z Kitem. Wiem beznadziejny ale jest ;P <3 Dbam o was <3 Komentujcie :P