Związek. Szczęście. Spełnienie marzenia. Mimo iż miałaś najlepszego chłopaka pod słońcem to nie znałaś tych słów. Zawsze marzyłaś o kochającym chłopaku u twojego boku. O tym żeby cię rozśmieszał i pocieszał. Marzyłaś o szczęściu. Mijał dziś dzień waszych sześciu miesięcy razem, a jednocześnie walentynek. Wasz związek był trudny. Ukrywaliście waszą miłość bo Dean był sławny. Był cały czas w trasie. Ostatni raz widziałaś go 2 miesiące temu. Tak strasznie tęskniłaś, ale nikt nie mógł o tym wiedzieć bo przecież Dean jest sławny. Nie chciałaś być jego sekretem ale jednocześnie wiedziałaś że on to robi żeby cię chronić. Tego dnia wybrałaś się do domu Dean'a żeby pomóc jego mamie w przygotowaniu kolacji dla pana Lemona. W końcu to walentynki. Ubrałaś na siebie to. Zarzuciłaś na siebie kurtkę. W końcu nie miałaś daleko parę domów od twojego mieszkał twój ukochany. Zadzwoniłaś do drzwi. Otworzył ci pan Lemon w kurtce.
PL: Już wychodzę i zostawiam was same. Z resztą muszę jechać po... po zakupy.
Ty: Okej. Do zobaczenia.
ML: Witaj [T.I] Czekałam na ciebie.
Ty: Dzień dobry pani Lemon.
Cały dzień przygotowywałyście wielką kolację. Sama się dziwiłaś że jest tego tak dużo. Rodzice Dean'a w przeciwieństwie do niego nie jedzą dużo. Zaczęło cię to powoli zastanawiać. Kiedy skończyliście wielką kolację i posprzątałyście mama Lemonka porwała cię na zakupy.
ML: Wiesz kochana taka stara osoba jak ja też czasem może kupić sobie coś ładnego.
Ty: Pani nie jest wcale taka stara.
ML: Ja wiem że ty jako dziewczyna Deana masz obowiązek mi to mówić.
Ty: Na prawdę jest pani w kwicie wieku.
ML: Przekwicie kochana. No dobrze wybierzmy jakąś ładną sukienkę.
Chodziłaś prawie cały dzień po centrum. Miałaś wrażenie że pani Lemon chce cię tam trzymać na siłę i specialnie zabiera cię trzy razy do tego samego sklepu twierdząc że jeszcze tam nie byliście. Bardziej jej chyba zależało na znalezieniu czegoś dla ciebie niż dla siebie samej. W końcu wzięłaś pierwszą lepszą sukienkę żebyś mogła już wyjść. Jadąc do domu słuchałyście radia. Leciało akurat puzzle piece.Z oczu wyleciała ci łza. Otarłaś ją szybko.
ML: Co powiesz na walentynkowy deser lodowy ?
Ty:Brzmi świetnie.
Pojechałyście do lodziarni i usiadłyście przy stoliku zażerając się deserem. Nie jesz dużo, ale desery mogłabyś tonami. W trakcie miłej pogawędki zadzwonił telefon mamy blondyna. Pogadała chwilę i włożyła telefon do torby.
ML:Wiesz na nic te nasze strojenia i kolacja. Pan Lemon sobie jest w Manchesterze i wróci w nocy.
Ty: Ojej. A tak się pani starała.
ML: obydwie się starałyśmy i same sobie zjemy tę kolację. To co wracamy do domu ?
Pojechałyście do domu mama Lemonka wepchnęła cię do pokoju twojego chłopaka i kazała przebrać w sukienkę. Coś ci tu nie pasiło.
Czy ta perkusja była tu wcześniej ? -Pytałaś siebie w myślach. Może po prostu nie zauważyłaś. Przebrałaś się w sukienkę. Włosy spięłaś w wysokiego kucyka z którego później zrobiłaś koczka. Otworzyłaś drzwi. Na korytarzu były rozsypane płatki róż. Zobaczyłaś karteczkę naklejoną na ścianę. "Znajdź mnie" Dróżka z róż oraz wskazówki z karteczek doprowadziły cię na taras. Wyszłaś na zewnątrz. Na dole stał Dean z gitarą i śpiewał dla ciebie puzzle piece . Kiedy skończył stałaś osłupiała ze łzami w oczach.
D: Chwila.
Wbiegł do środka i po chwili znalazł się obok ciebie.
Ty: To ty grasz na gitarze?!
D: Nauczyłem się dla ciebie.
Ty: Tęskniłam
D: Ja bardziej. Nie chcę żebyś była moją tajemnicą. Chcę powiedzieć całemu światu że jesteś moja. Chcę im powiedzieć jak bardzo cię kocham.
Dean spojrzał ci głęboko w oczy i pocałował. Całując się namiętnie na swoich policzkach poczuliście smugi deszczu. Pocałunek w deszczu z facetem swoich marzeń.
D: Czy zgodzisz się być moją dziewczyną oficialnie ?
Ty: Tak.
D: Bardzo się cieszę.
Powiedział Deanek i cały czerwony delikatnie cię objął. Okazało się że to było uknute i kolacja miała być dla was. Niedługo po tych pamiętnych walentynkach poznałaś chłopaków. Dean brał cię ze sobą we wszystkie trasy tak by cały czas mieć cię przy sobie. Kochany, romanyczny, słodki brytyjski chłopak zmienił się w mężczyznę i poprosił cię o rękę. Zgodziłaś się i 9 miesięcy później na świat przyszła wasza córka którą nazwaliście Maya, a rok później wydałaś na świat chłopczyka o imieniu Kieran. Wasza historia skończyła się happy endem.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Takie gówno ;P Pozdroo <3 - Jo <3
PL: Już wychodzę i zostawiam was same. Z resztą muszę jechać po... po zakupy.
Ty: Okej. Do zobaczenia.
ML: Witaj [T.I] Czekałam na ciebie.
Ty: Dzień dobry pani Lemon.
Cały dzień przygotowywałyście wielką kolację. Sama się dziwiłaś że jest tego tak dużo. Rodzice Dean'a w przeciwieństwie do niego nie jedzą dużo. Zaczęło cię to powoli zastanawiać. Kiedy skończyliście wielką kolację i posprzątałyście mama Lemonka porwała cię na zakupy.
ML: Wiesz kochana taka stara osoba jak ja też czasem może kupić sobie coś ładnego.
Ty: Pani nie jest wcale taka stara.
ML: Ja wiem że ty jako dziewczyna Deana masz obowiązek mi to mówić.
Ty: Na prawdę jest pani w kwicie wieku.
ML: Przekwicie kochana. No dobrze wybierzmy jakąś ładną sukienkę.
Chodziłaś prawie cały dzień po centrum. Miałaś wrażenie że pani Lemon chce cię tam trzymać na siłę i specialnie zabiera cię trzy razy do tego samego sklepu twierdząc że jeszcze tam nie byliście. Bardziej jej chyba zależało na znalezieniu czegoś dla ciebie niż dla siebie samej. W końcu wzięłaś pierwszą lepszą sukienkę żebyś mogła już wyjść. Jadąc do domu słuchałyście radia. Leciało akurat puzzle piece.Z oczu wyleciała ci łza. Otarłaś ją szybko.
ML: Co powiesz na walentynkowy deser lodowy ?
Ty:Brzmi świetnie.
Pojechałyście do lodziarni i usiadłyście przy stoliku zażerając się deserem. Nie jesz dużo, ale desery mogłabyś tonami. W trakcie miłej pogawędki zadzwonił telefon mamy blondyna. Pogadała chwilę i włożyła telefon do torby.
ML:Wiesz na nic te nasze strojenia i kolacja. Pan Lemon sobie jest w Manchesterze i wróci w nocy.
Ty: Ojej. A tak się pani starała.
ML: obydwie się starałyśmy i same sobie zjemy tę kolację. To co wracamy do domu ?
Pojechałyście do domu mama Lemonka wepchnęła cię do pokoju twojego chłopaka i kazała przebrać w sukienkę. Coś ci tu nie pasiło.
Czy ta perkusja była tu wcześniej ? -Pytałaś siebie w myślach. Może po prostu nie zauważyłaś. Przebrałaś się w sukienkę. Włosy spięłaś w wysokiego kucyka z którego później zrobiłaś koczka. Otworzyłaś drzwi. Na korytarzu były rozsypane płatki róż. Zobaczyłaś karteczkę naklejoną na ścianę. "Znajdź mnie" Dróżka z róż oraz wskazówki z karteczek doprowadziły cię na taras. Wyszłaś na zewnątrz. Na dole stał Dean z gitarą i śpiewał dla ciebie puzzle piece . Kiedy skończył stałaś osłupiała ze łzami w oczach.
D: Chwila.
Wbiegł do środka i po chwili znalazł się obok ciebie.
Ty: To ty grasz na gitarze?!
D: Nauczyłem się dla ciebie.
Ty: Tęskniłam
D: Ja bardziej. Nie chcę żebyś była moją tajemnicą. Chcę powiedzieć całemu światu że jesteś moja. Chcę im powiedzieć jak bardzo cię kocham.
Dean spojrzał ci głęboko w oczy i pocałował. Całując się namiętnie na swoich policzkach poczuliście smugi deszczu. Pocałunek w deszczu z facetem swoich marzeń.
D: Czy zgodzisz się być moją dziewczyną oficialnie ?
Ty: Tak.
D: Bardzo się cieszę.
Powiedział Deanek i cały czerwony delikatnie cię objął. Okazało się że to było uknute i kolacja miała być dla was. Niedługo po tych pamiętnych walentynkach poznałaś chłopaków. Dean brał cię ze sobą we wszystkie trasy tak by cały czas mieć cię przy sobie. Kochany, romanyczny, słodki brytyjski chłopak zmienił się w mężczyznę i poprosił cię o rękę. Zgodziłaś się i 9 miesięcy później na świat przyszła wasza córka którą nazwaliście Maya, a rok później wydałaś na świat chłopczyka o imieniu Kieran. Wasza historia skończyła się happy endem.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Takie gówno ;P Pozdroo <3 - Jo <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz